autyzm.life i neuroróżnorodni

Reklamy
Reklamy
Reklamy

Dlaczego 10 minut codziennej praktyki może znaczyć więcej niż godzina przy stoliku?

PROLOG

Jest 7:15 rano.

W kuchni pachnie jeszcze ciepłym chlebem przyniesionym z piekarni.

Na stole stoi kubek z herbatą, obok leży plecak przygotowany poprzedniego wieczoru. Mama spogląda na zegarek. Za czterdzieści minut trzeba wyjść do przedszkola.

Ubieramy się. – mówi spokojnie.

Chłopiec kiwa głową.

Wie, gdzie leżą ubrania.

Rozpoznaje kolory.

Potrafi przeczytać nazwy miesięcy w kalendarzu.

Liczy do stu.

Zapamiętuje rozkłady jazdy autobusów z dokładnością, która zadziwia dorosłych.

A jednak po kilku minutach nadal stoi z jedną skarpetką w dłoni.

Nie dlatego, że nie chce.

Nie dlatego, że próbuje postawić na swoim.

Po prostu nie wie, od którego kroku zacząć.

Koszulka leży na krześle.

Spodnie na łóżku.

Skarpetki są zwinięte w kulkę.

Każda z tych rzeczy wydaje się osobnym zadaniem. Paradoks wyboru?

Mama wyłapuje niepewność jak radar, podchodzi. Bez zastanowienia poprawia koszulkę.

Naciąga rękaw.

Zapina guzik.

Zakłada skarpetkę.

Po dwóch minutach dziecko jest ubrane.

Rodzina zdążyła na czas.

Co tu się właśnie wydarzyło? Pomoc? Wyręcznie?

Czy mama zrobiła coś źle?

Zrobiła to z miłości.

Z pośpiechu.

Z troski. Chciała zdążyć.

Tak robi większość z nas.

Ale w tych dwóch minutach przepadły dwie minuty nauki samodzielności.


Kilka godzin później ten sam chłopiec siedzi w gabinecie terapeuty.

Układa sekwencje obrazków.

Dopasowuje figury.

Rozpoznaje emocje na ilustracjach.

Świetnie wykonuje zadania.

Terapeuta wpisuje w dokumentacji:

„Współpracuje. Rozumie polecenia. Dobre możliwości poznawcze.”

Po południu wraca do domu.

Mama ponownie ubiera go do wyjścia.

Wieczorem przypomina o umyciu rąk.

Odkręca wodę.

Nakłada mydło.

Podaje ręcznik.

Przez cały dzień dziecko wykonało dziesiątki ćwiczeń.

Ale ile razy naprawdę miało okazję zrobić coś samodzielnie? Wybrać? Popełnić swój błąd?

Reklamy

👇 Przeczytaj również:


Przez wiele lat sukces terapii kojarzył się przede wszystkim z tym, co działo się przy stoliku.

Ile kart pracy zostało wykonanych.

Ile nowych słów dziecko wypowiedziało.

Ile zadań rozwiązało poprawnie.

Tymczasem współczesna nauka coraz częściej zadaje inne pytanie:

Czy dziecko potrafi wykorzystać swoje umiejętności w prawdziwym życiu?

Czy samo umyje ręce?

Czy przygotuje kanapkę?

Czy spakuje plecak?

Czy poprosi o pomoc?

Czy zauważy, że chce mu się pić?

Czy poradzi sobie wtedy, gdy terapeuty nie będzie obok?

To właśnie nazywamy umiejętnościami adaptacyjnymi – zdolnościami, które pozwalają człowiekowi funkcjonować w codziennym życiu: dbać o siebie, komunikować potrzeby, organizować swoje działania i stopniowo stawać się coraz bardziej niezależnym.

Fakty są bezlitosne.

Badania prowadzone od wielu lat pokazują, że u wielu osób w spektrum autyzmu poziom codziennego funkcjonowania bywa znacznie niższy, niż można byłoby przewidzieć na podstawie ilorazu inteligencji. Dziecko może świetnie czytać, liczyć, zapamiętywać fakty czy interesować się astronomią, a jednocześnie potrzebować dużego wsparcia przy ubieraniu się, organizowaniu dnia czy wykonywaniu prostych czynności życia codziennego. Co więcej, różnica między możliwościami poznawczymi a samodzielnością często zwiększa się wraz z wiekiem, jeśli umiejętności adaptacyjne nie są systematycznie rozwijane.

To odkrycie zmieniło sposób myślenia wielu terapeutów na świecie.

Coraz częściej celem terapii nie jest już tylko nauczenie dziecka wykonania zadania w gabinecie.

Celem staje się to, aby potrafiło wykorzystać tę umiejętność w domu, w przedszkolu, w sklepie, u dziadków, na wakacjach i wszędzie tam, gdzie naprawdę toczy się życie.

Bo prawdziwa samodzielność nie rodzi się przy stoliku.

Rodzi się wtedy, gdy dziecko samo nalewa sobie wodę.

Gdy zapina pierwszy guzik.

Gdy odkłada buty na miejsce.

Gdy mówi:

„Potrzebuję pomocy.”

Albo:

„To zrobię sam.”


Pisząc ten cykl, nie chcę pokazać rodzicom, jak wychować „idealnie samodzielne dziecko”.

Nie istnieją idealni rodzice.

Nie istnieją idealne dzieci.

Chciałbym natomiast pokazać coś znacznie ważniejszego.

Że samodzielność nie zaczyna się od wielkich sukcesów.

Nie zaczyna się od samodzielnego ugotowania obiadu.

Nie zaczyna się od pierwszego dnia szkoły.

Zaczyna się od jednego małego kroku.

Jednej skarpetki założonej samodzielnie.

Jednej umytej dłoni.

Jednej kanapki.

Jednego słowa:

„Udało mi się.”

I właśnie o tych małych krokach będzie ten cykl.

Bo często to one zmieniają całe życie – dziecka, jego rodziny i wszystkich dorosłych, którzy towarzyszą mu w drodze do większej sprawczości.

To dopiero początek.

W kolejnej części pokażę, dlaczego dziecko może świetnie czytać, liczyć i zapamiętywać fakty, a jednocześnie potrzebować pomocy przy ubieraniu się, przygotowaniu śniadania czy organizowaniu dnia.

Poznasz historię pojęcia umiejętności adaptacyjnych, dowiesz się, czym jest Vineland, dlaczego psychologowie coraz częściej mówią o funkcjonowaniu adaptacyjnym zamiast o samym IQ i co oznacza to dla codziennej terapii.

Reklamy

💎 Subskrybuj

👉 Zajrzyj do artykułów, scenariuszy rewalidacyjnych i terapeutycznych na autyzm.life i neuroróżnorodni

📘 Sprawdź też eBooki i Pakiety lekcyjne (są formą wydłużonego wpisu i otwierają się na stronie) oraz Arkusze i scenariusze rewalidacyjne wspierające rozwój emocji i komunikacji i wiele innych, nowych narzędzi do pracy w górnych zakładkach strony oraz aktualnych wpisach publikowanych codziennie.
💎 Subskrypcja 5 zł / Premium 10 zł (teksty z hasztagiem #premium: #woorkbooki, inspirujące, nowe scenariusze oraz funkcjonalne narzędzia pracy. (kliknij i przewijaj)

👇 Przeczytaj:


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.