Reklamy

Samodzielność

Reklamy

Czasami nie mamy cierpliwości,
by uczyć maluchy samodzielności,
bo przecież szybciej zrobimy sami.
To pułapka

HODOWANIE

Z DOROTĄ MINTĄ
ROZMAWIA MAGDALENA WOJCIECHOWSKA

Ja sam/ ja sama – mówi kilkuletnie dziecko i w nieskończoność próbuje założyć buty.
Pozwolić mu na te próby?
To bardzo dobrze, że dziecko chce być samodzielne. Pozwólmy mu na to. Rozumiem sytuacje, kiedy mamy ograniczony czas, np. rano, ale ubrania można przygotować razem z dzieckiem poprzedniego dnia wieczorem i rano pozwolić je włożyć. Nawet trzylatek jest w stanie zacisnąć rzepy na butach. Zresztą one po to powstały, aby ułatwić wkładanie butów.
A co w sytuacji, gdy zaspaliśmy, czas nagli, za chwilę odjedzie autobus, a maluch ze stoickim spokojem wiąże buty?
Wtedy powiedzmy dziecku, że dzisiaj mu pomożemy, ale to wyjątkowa sytuacja, a jutro sam sobie poradzi.
Od kiedy uczyć samodzielności?
Wszystko zależy od poziomu rozwoju dziecka, jego sprawności manualnej, poznawczej. Niemal każdy rodzic łapie się na tym, że karmi dziecko, bo chce, żeby zjadło, by nie narobiło bałaganu, by było szybciej. Starajmy się, aby jak najwięcej rzeczy dziecko robiło samo. Potem, kiedy idzie do przedszkola czy do szkoły i jest nadal całkowicie zależne od rodziców, to katastrofa.
Czasami nie mamy cierpliwości, aby uczyć dziecko samodzielności, bo wydaje nam się, że będzie sprawniej, jak zrobimy sami. Ale to pułapka. Będzie sprawniej dzisiaj, ale za dwa lata mniej sprawnie. Znam sześciolatki, które stoją i czekają, aż rodzic je ubierze. Znałam dziesięciolatka, który nie potrafił samodzielnie wykonać czynności higienicznych po skorzystaniu z toalety. Potem dziecko nie jedzie na wycieczkę, przeżywa dodatkowy stres w szkole, bo nie potrafi sobie poradzić z przyziemnymi
sprawami.

EGOCENTRYKA

Czyli oprócz braku samodzielności pojawia się wstyd?
Tak. Dziecko zaczyna się wstydzić i w błyskawicznym tempie musi się nauczyć. Nie róbmy więc z dziecka inwalidy.
Samodzielność daje mu poczucie wolności?
Owszem, dziecko przestaje się bać niektórych rzeczy. Coś, czego nie potrafimy, wzbudza lęk. Przedszkolak, który potrafi zapiąć buty, włożyć czapkę, będzie sprawnie funkcjonował w grupie. Kiedy dzieci będą szły na podwórko, nie będzie miał stresu związanego z tym, że nie ma rodzica, który mu te buty włoży.
Są badania, które mówią, że podczas manipulowania palcami, nauki naciskania na coś, pociągnięcia itp. jest stymulowany mózg. Nauka samodzielności to również przygotowywanie dziecka do nauki zachowania w sytuacjach nowych, dotąd mu nieznanych.
My, rodzice, robimy coś za dzieci, bo chcemy, aby było dokładnie, idealnie.
Nie pozwalamy zrobić śniadania, bo się przypali, bo nie będzie idealnie. Znam dziewczynę, która jeszcze na studiach nie wiedziała, że makaron gotuje się w wodzie. Zaprosiła znajomych na kolację, wrzuciła makaron do garnka i włączyła gaz. Nikt w domu nie wymagał od niej niczego poza nauką. Była świetną studentką, doskonale się uczyła, ale nie potrafiła wykonać tak prozaicznej czynności jak gotowanie makaronu. Tę lekcję odrobiła dopiero jako dorosła osoba.
Chcemy wyręczać dzieci, bo my mieliśmy trudniej, więc nie obciążamy ich obowiązkami. Przecież „jeszcze się w życiu napracują”.
W ten sposób hodujemy egocentryków i osoby nieporadne, które nie będą przygotowane na trudne życiowe sytuacje. Nauka samodzielności jest powiązana z nauką odpowiedzialności za inne osoby, dlatego uczmy je, że kiedy np. robi śniadanie dla siebie, niech zrobi je również rodzeństwu albo rodzicom. Domowy zwierzak jest wspólny, a nie tylko rodziców, a kwiatki są w całym mieszkaniu.
Dziecko staje się współodpowiedzialne i nie będzie żyło według zasady „skoro spadło, to niech leży”.
Czy na przykład zakupy do szkoły to dobra okazja do uczenia samodzielności?
Nie tylko samodzielności – to również świetny pretekst do nauki zarządzania pieniędzmi, własnym budżetem. Można powiedzieć dziecku, ile mamy pieniędzy na takie zakupy. Starsze dzieci mogą sprawdzić stan plecaka i przyborów, zastanowić się, czy nadal mogą z nich korzystać, czy konieczna jest wymiana na nowe.
Zgodzić się na kupienie wściekle różowego piórnika, w którym niewiele się zmieści?
Tak. Moment rozwoju to zachwyt różowym kolorem, bo jak wiemy, za kilka lat wszystko będzie czarne. Nie dyskutujmy z gustem, bo on też się zmienia. Pokażmy dziecku alternatywę, ale dajmy mu wybór. Negocjujmy, tłumaczmy, że jeżeli wyda sporą kwotę na piórnik, to nie wystarczy na dobre kredki.
Czy siedmiolatek też może wybrać?
Tak. Można przygotować gotówkę, rozmienić na mniejsze nominały 10 zł, 20 zł i pokazać dziecku, ile i na co przeznaczamy. Dzięki temu ono wie, ile może wydać pieniędzy. Nastolatek może już zrobić zakupy przez internet.

Dorota Minta
Psycholożka i psychoterapeutka dzieci i młodzieży

źródło: Psychologia dla rodziców, WO nr 4/2022

#arkusz #asd #Asperger #autyzm #BożeNarodzenie #czytanie #dzienniki #edukacja #emocje #grafomotoryka #IPET #komunikacja #lekcja #manualne #metody #motoryka #mowa #niepełnosprawność #niepełnosprawnośćintelektualna #pedagog #percepcja #pisanie #program #przedszkole #rewalidacja #scenariusz #scenariusze #schemat #sensoryka #SI #sposoby #społeczne #szkoła #tematyczne #terapia #terapiaręki #umiejętności #umiejętnościspołeczne #uwaga #uważność #zabawa #zabawy #zajęcia #zajęciaterapeutyczne #ćwiczenia

Reklamy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: