Środa, 28.03.2018

Ostatnia prosta przed wolnością. Jutro bez wstawania. Dzisiaj poranne odrabianie lekcji, na szybko – i w krzykliwej atmosferze. Do tego następna poprawka prysznicowa z podwójnym wrzaskiem. I mogą sobie wymyślać  miliard skutecznych rad w mega zbiorach efektywnych technik behawioralnych – nad poprawnym myciem i tak nie zapanują, zresztą nad myciem w ogóle, w szczególe nie wspomnę. Jednym słowem miganie z mycia – bez zmian. Mycie powinni dołączyć do aktualnych kryteriów DSM.

Piotrek mówi mi często, że nie warto się starać. Wtedy wrzeszczę jeszcze głośniej. Dla siebie – warto! Dla siebie do jasnej!

Czytanie z poświęceniem lektury (bez streszczeń) zaowocowało jedynką na czerwono w Librusie. Stasiek ryczał jak bóbr: nie warto! „Pani powiedziała, że nie czytałem!”. Chyba bardziej warto czytać streszczenia i uczyć się na pamięć nazwisk i dat – to bardziej efektywna technika. Najlepiej połączyć jedno i drugie. Dajmy spokój – nie przy Sienkiewiczu. Zanim jeszcze bardziej zniechęcą Staśka do czytania czegokolwiek lepiej załatwić te zasr* testy.

Projekt Piotrka nieodebrany do dzisiaj. Spoczywa zapomniany na półce. Pani na długim wolnym. Też nie było warto.

U Staśka kolejna jedynka z polskiego, przedwczoraj – zapomniał zapisać zadania domowego. Może zapomniał, może nie chciał – nie wnikam, nie dziwię się, przy takiej motywacji sama bym zapomniała. Nie idzie na pierwszą lekcję, odrabia zaległości: Opis Stasia i obrzędów z „W pustyni i w puszczy”. Teraz sama nie wiem czy warto. Ja już dawno znienawidziłam Sienkiewicza. Stasiek dopiero zaczyna ku chwale polskiej edukacji.

Piotrek ma kino, Stasiek otarł łzy i pojechał z J. na drugą lekcję. Znowu kaszle. Piszę zwolnienie z basenu i z wf-u. Pogoda się psuje. Nastrój proporcjonalnie do pogody przybiera odcienie szarości. Ciśnienie rośnie bez kawy.

Dzwonię do doktorka, przyszedł zły wynik. Trzeba powtarzać. Trzeba przyjść na jedenastą. Szlag. I jeszcze święta…