Reklamy

Stres mniejszościowy

Stres mniejszościowy – stres, na które narażone są osoby należące do stygmatyzowanych grup mniejszościowych, dyskryminowanych np. ze względu na orientację seksualną, pochodzenie etniczne. Na stres mniejszościowy składają się codzienne problemy związane z dyskryminacją lub brakiem takich samych możliwości czy szans, jakie mają członkowie grupy większościowej, jego skutkiem jest chroniczne napięcie.

Stres mniejszościowy jest nie tylko wynikiem nieprzyjemnych wydarzeń, ale odnosi się też do ogólnych doświadczeń członków mniejszości w kontekście życia w większościowej społeczności, gdzie prawdopodobne jest występowanie konfliktów w sferze wartości, potrzeb, doświadczeń, sposobie życia i w niedostosowaniu społecznych struktur do potrzeb grupy mniejszościowej. Może to prowadzić u członków grup mniejszościowych do zaburzeń w kształtowaniu się obrazu siebie oraz być czynnikiem ryzyka powstawania poważnych zaburzeń psychicznych (wikipedia.org).

Dr hab. Wojciech Dragan jest psychologiem i biologiem oraz szefem Interdyscyplinarnego Centrum Genetyki Zachowania na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Kieruje projektem dotyczącym biologicznych podstaw orientacji seksualnej u mężczyzn (Projekt Orientacja). Został laureatem X edycji programu POLITYKI Zostańcie z nami! Wywiad prowadzi Agnieszka Krzemińska.

AK: W 2012 r. amerykański psychiatra i psychoanalityk George Vaillant podsumował 75 lat badań nad szczęściem prowadzonych na 268 mężczyznach. Stwierdził, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na poczucie ich dobrostanu była miłość i dobre kontakty z ludźmi, którzy ich bezwarunkowo akceptowali. Czyli osoby, które z założenia są społecznie odrzucane z racji innej niż heteroseksualna orientacji seksualnej, nie mogą być szczęśliwe?

WD: Na dobrostan mogą wpływać czynniki o charakterze konstytucjonalnym czy sytuacyjnym. Sama orientacja seksualna nie ma większego znaczenia dla dobrostanu psychicznego, ale dla osób nieheteronormatywnych jednym z głównych czynników determinujących ich poczucie szczęścia będą właśnie reakcje środowiska na ich seksualną odmienność.

AK: Te w naszym społeczeństwie bywają wyjątkowo nieprzyjemne. Ostatnio pewien lekarz powiedział pacjentowi, że nie będzie go leczyć, bo jest gejem, a on nie zajmuje się dewiantami. Jak w takiej sytuacji zachować dobre samopoczucie?

WD: No właśnie. Większość badań dotyczących zdrowia psychicznego osób pochodzących z mniejszości seksualnych dowodzi, że są one w większym stopniu niż heteroseksualna większość narażone na problemy psychiczne. Przyczyną jest właśnie negatywny wpływ środowiska, co ujmuje koncepcja stresu mniejszościowego. Sformułował ją amerykański psychiatra Ilan Meyer i wskazał trzy czynniki nasilające stres u jednostki, związane z reakcją otoczenia na jej odmienną orientację seksualną. Jest to bezpośrednia dyskryminacja (jak w przypadku lekarza odmawiającego leczenia), przewidywanie negatywnych konsekwencji, czyli oczekiwanie stygmatyzacji ze strony otoczenia na wieść o byciu gejem czy lesbijką oraz internalizacja negatywnych przekonań o własnej orientacji seksualnej powodująca, że u części z tych osób występuje nasilenie często nieuświadomionej homofobii.

AK: Może wiązać się to z autoagresją u młodych ludzi, którzy dopiero trafiając do psychoterapeuty, odkrywają, że jej przyczyną jest nieakceptowana homoseksualność. Ale akceptacja swojej inności to jedno, potem trzeba jeszcze odnaleźć się w homofobicznym społeczeństwie.

WD: I tu kluczowa jest reakcja rodziców. Ciekawe w tym kontekście są badane w ramach kierowanego przeze mnie projektu nonkonformistyczne płciowo zachowania w dzieciństwie, związane z przyjmowaniem niestereotypowo przypisanych ról społecznych, które mogą być swego rodzaju predyktorami późniejszej orientacji nieheteroseksualnej. Moja doktorantka Monika Folkierska-Żukowska wykazała, że dla tego, co będzie się z takimi osobami działo w dorosłym życiu, na poziom ich homonegatywności, a w konsekwencji dobrostanu, ma wpływ pozytywna reakcja rodziców na nonkonformizm płciowy w dzieciństwie.

AK: Czyli w momencie, gdy chłopiec sięga po sukienkę lub lalkę, a dziewczynka po samochodziki?

WD: Tak. Choć trzeba podkreślić, że nie jest to jedyny wyznacznik późniejszej orientacji seksualnej. Nasze badania na homoseksualnych mężczyznach pokazują, że nie u wszystkich takie zachowania występowały w dzieciństwie, a mimo to w dorosłym życiu też doświadczyli konsekwencji stresu mniejszościowego.

Reklamy

AK: Może to jest tak, że wiele zależy od charakteru danej osoby? W końcu jedni się rodzą bardziej, a inni mniej odporni na stres.

WD: Na pewno u części osób, które lepiej sobie radzą, występuje jakiś temperamentalny czynnik zapewniający im lepsze funkcjonowanie. Niemniej przynależność do grupy mniejszościowej jest szczególnym przypadkiem, bo osoby odmienne ze względu na religię, rasę czy właśnie orientację seksualną będą doświadczać stresu w znacznie większych dawkach niż heteroseksualna większość. Generalnie badania epidemiologiczne pokazują, że im więcej stresu doświadczamy niezależnie od naszej konstrukcji genetycznej czy konstytucjonalnej, tym bardziej jesteśmy narażeni na jego negatywne konsekwencje.

AK: To w takim razie, by uniknąć tego stresu i związanej z nim stygmatyzacji, mówić o swojej odmiennej orientacji seksualnej czy nie?

WD: Tu nie ma prostej odpowiedzi. Weźmy badania amerykańskiej psycholog Nicole Legate, które pokazują, że pozytywne konsekwencje coming outu zależą od kontekstu sytuacyjnego, czyli od tego, komu się powie i czy otoczenie będzie wspierające. Działacze mniejszości seksualnych zachęcają do ujawniania osoby publiczne, twierdząc, że dadzą one przykład młodym i że to będzie miało tylko pozytywne strony. Niestety, dotychczas jawność może i przekłada się na większą rozpoznawalność zjawiska, ale wcale nie na jego większą akceptację. Coming out w niesprzyjającym środowisku nie jest czymś pozytywnym, mamy sporo przypadków, że rodzice wyrzucają swoje dzieci z domów. Z badań psychologów klinicznych Carolyn Wong i Guy Shilo wynika, że dużą rolę w buforowaniu negatywnego wpływu stresu mniejszościowego ma sieć wsparcia społecznego. Bez niej nie podejmowałbym ryzyka ujawniania swojej orientacji, bo to może być psychicznie druzgocące.

AK: Z tym że to może być trudne dla młodej osoby, która ma potrzebę akceptacji i budowania swojej tożsamości?

WD: To prawda. Zdaję sobie sprawę, że mówię z perspektywy dorosłego człowieka i naukowca, ale zalecałbym ostrożność i dobre wyczucie momentu oraz ludzi, do których najpierw pójdziemy z tą informacją, chociażby ze względu na niesprzyjający klimat społeczno-polityczny w naszym kraju. W literaturze psychologicznej czytamy o różnych stopniach ujawnienia się, ale chyba najlepsze jest znalezienie sprzymierzeńca, zwrócenie się do jakiejś zaufanej osoby z doświadczeniem, jak psycholog czy pedagog, która pomoże przejść przez ten trudny moment, szczególnie jeśli rodzice są wrodzy. Przydałaby się jakaś publiczna sieć wsparcia, ale na razie są tylko próby tworzenia takich nieformalnych sieci i nie zanosi się, że w najbliższym czasie coś się zmieni. Tymczasem wszelkie zalecenia organizacji zajmujących się badaniem zdrowia publicznego dotyczące funkcjonowania osób nieheteronormatywnych zalecają ich większą inkluzywność. Wzorce możemy czerpać z Zachodu.

AK: Możemy, choć mimo wszystkich udogodnień, jak zinstytucjonalizowane sieci wsparcia, polityka antydyskryminacyjna, równość małżeńska, możliwość adoptowania dzieci, psychologowie na Zachodzie zauważają, że osoby homoseksualne częściej trafiają do nich na psychoterapię niż normalsi. Dlaczego?

WD: Bo stres mniejszościowy nadal się utrzymuje. Na razie nie mamy porównawczych badań międzykulturowych, aby sprawdzić, czy na Zachodzie jest on mniejszy niż u nas, ale najwyraźniej trzeba czasu, by doszło do głębszych zmian. Proszę pamiętać, że osoby homoseksualne mają możliwość zawierania małżeństw dopiero od 30 lat (jako pierwsza zalegalizowała je Dania w 1989r.). To perspektywa zaledwie jednego pokolenia, a procesy społeczne potrzebują czasu. Chociaż Julia Raifman z Boston University wykazała związek pomiędzy spadkiem liczby samobójstw wśród nastolatków w tych stanach USA, gdzie wprowadzono równość małżeńską. Oczywiście nie ma co ukrywać: nieheteronormatywność to nadal trudny temat, szczególnie dla rodziców, przyznanie przed samym sobą, że nasze dziecko jest atypowe, a tym samym narażone na atak i trudności, nie przychodzi łatwo.

AK: Na dobrostan człowieka ogromny wpływ ma nie tylko dobry seks, ale i udany związek.

WD: Z różnych badań wynika, że trwałe związki, szczególnie w przypadku mężczyzn, wydłużają życie, a stała relacja buduje poczucie szczęścia. Tymczasem w Polsce nie można sformalizować związków jednopłciowych. Wielu parom homoseksualnym nie przeszkadza to tworzyć wieloletnich udanych związków opartych na szczerym uczuciu. Ale niemożność wspólnego płacenia podatków, dziedziczenia czy decydowania o zdrowiu partnera sprawia, że części z nich brakuje poczucia bezpieczeństwa i stałości. Są tacy, którzy sformalizowania związku potrzebują do samookreślenia.

AK: Ze wszystkich badań wynika, że z wiekiem spada poczucie dobrostanu, ale gdy ma się rodzinę i dzieci, ten spadek jest mniejszy. Czy osoby nieheteronormatywne, które są pozbawione możliwości wchodzenia w formalne związki małżeńskie, i kiedy posiadanie przez nie dzieci jest źle postrzegane, nie są z wiekiem bardziej nieszczęśliwe, niż inni?

WD: Są. Niektóre raporty na temat dobrostanu odnotowują wzrastające z wiekiem poczucie samotności u pewnej grupy nieheteronormatywnych osób. Dziś małżeństwa jednopłciowe to nadal nowum, ale z czasem trzeba będzie sprawdzić, czy formalne związki małżeńskie zabezpieczają przed nasileniem poczucia samotności u starszych gejów.

AK: Odmawiając osobom nieheteronormatywnym posiadania dzieci, pozbawia się je bardzo ważnego źródła szczęścia i dumy. Przeciwnicy równości małżeństw głównie boją się o dobrostan wychowywanych przez pary jednopłciowe dzieci. Jest coś na rzeczy?

WD: Nie ma. Badania dzieci wychowywanych przez dwóch mężczyzn lub dwie kobiety dowodzą, że rozwijają się one tak samo jak w tzw. tradycyjnych małżeństwach. Orientacja seksualna rodziców nie ma wpływu na orientację seksualną ich dzieci. Ale rzeczywiście potrzeba posiadania dziecka jest naturalna i ma związek z poczuciem bezpieczeństwa. Znam dwie pary polskich gejów, które wyemigrowały z Polski, by adoptować dzieci, i widzę, że się spełniają jako rodzice. Ale małżeństwa jednopłciowe i kwestia posiadania przez nie dzieci to trudne społecznie zagadnienie, bo żaden papierek nie zagwarantuje dozgonnej miłości, a więc i w związkach jednopłciowych dochodzi do rozwodów i dzielenia się dziećmi. Ponieważ jest to współczesna normalność w małżeństwach heteroseksualnych, więc dlaczego odmawia się jej osobom nieheteronormatywnym?

AK: Z badań George’a Vaillanta wynika, że pieniądze i władza nie mają decydującego wpływu na poczucie szczęścia, ale już na poczucie bezpieczeństwa tak. Ponieważ wiele osób nieheteronormatywnych jest obecnych w show-biznesie, sporcie czy w polityce, wydaje się, że całkiem nieźle radzą sobie finansowo. Czy są jakieś badania na ten temat?

WD: Są. Ale wbrew stereotypom mówiącym, że środowiska mniejszości są bogate, analizy dotyczące stanu zamożności społeczeństw zachodnich pokazują coś odwrotnego. Badania Lee Badgett z University of Massachusetts i Alyssy Schneebaum z Wirtschauftsuniversität Wien wykazały, że w USA członkowie społeczności LGBT są o wiele bardziej niż osoby heteroseksualne narażeni na skrajne ubóstwo. O tym, jak ważne są zasoby finansowe dla osób nieheteronormatywnych, pokazują z kolei badania dwóch socjolożek Mieke Beth Thomeer z University of Alabama at Birmingham i Corinne Reczek z Ohio State University, z których wynika, że wpływ stresu mniejszościowego na dobrostan był silniejszy u osób biednych.

AK: W antyku nieheteronormatywność nie była piętnowana, dopiero kultura judeochrześcijańska zaczęła ją traktować jako grzech, a osoby homoseksualne musiały się kryć ze swoją orientacją. Czy dziś jest lepiej, czy gorzej, niż było kiedyś?

WD: Kategoria homoseksualności to twór późnego wieku XIX, wcześniej nie było formalnych określeń dotyczących osób nieheteroseksualnych. Ale nie jestem zwolennikiem przykładania współczesnych kategorii społecznych do przeszłości. Wolę porównywać perspektywę ostatnich kilkudziesięciu lat, odkąd sprawa praw osób nieheteronormatywnych zaistniała w społecznej świadomości. U nas można mówić dopiero o latach 90. XX w. Z pewnością dziś kwestia mniejszości seksualnych jest stałym elementem dyskursu i nie da się jej zamieść pod dywan czy zlekceważyć, bo jest zbyt widoczna i na pewno nie zniknie.

AK: Ale i tak niełatwo jest być w Polsce szczęśliwym gejem czy lesbijką?

WD: Zdecydowanie. I to nie jest kwestia osobowa, w sensie osobistych przymiotów. Bycie innym w społeczeństwie takim jak nasze to wyzwanie. Mam roboczą, niepopartą badaniami opinię, że poziom akceptacji może wzrastać wraz z ogólnym dobrobytem. Przykładem jest Irlandia, która 30 lat temu była biednym katolickim i opresyjnym w stosunku do inności krajem, a dziś, gdy wzrósł tam dobrobyt, pojawiła się zgoda na równość małżeńską. W wielu badaniach zaobserwowano trend, że im więcej wiemy o biologicznych korelatach homoseksualności, tym większa jest akceptacja osób nieheteronormatywnych. Ta ewolucja zmieniająca myślenie następuje powoli również u nas, w tym upatruję światełka nadziei na przyszłość.

AK: Intuicyjnie wydawałoby się, że będąc gejem czy lesbijką, najlepiej uciec do dużego miasta. Ale ostatnio osoby homoseksualne atakowano właśnie tam. Gdzie w takim razie mogą czuć się bezpieczniej?

WD: To zależy od wspomnianej już sieci społecznej. Z jednej strony duże miasta zapewniają anonimowość, ale silniejsze sieci wsparcia można mieć na prowincji. Często jest tak, że w miejscu, gdzie dana osoba się wychowywała, wszyscy wiedzą o jej odmiennej orientacji i ją akceptują albo przynajmniej nie zaczepiają i nie dyskryminują, bo to przecież tzw. nasz pedał.

AK: Ale bywa tak, że ktoś w ogóle nie dokonuje coming outu, po prostu ukrywa się, pozostając samotnym. A jego orientacja i tak jest tajemnicą poliszynela.

WD: Szczerze powiedziawszy, nie lubię określeń coming out, wychodzenie z szafy czy przyznawanie się do homoseksualizmu, bo są zabarwione wstydem. Nie mamy w języku określenia niewartościującego takiego wyznania. Rozumiem niektórych przedstawicieli mniejszości, którzy nie chcą mówić o swojej orientacji czy jej publicznie demonstrować. Dla niektórych bycie osobą homoseksualną, biseksualną czy aseksualną nie jest wyznacznikiem tożsamości – to heteronormatywna większość wciska ich do worka mniejszość i każe dokonywać coming outu, przekonując, że to uczyni ich szczęśliwymi, co wcale nie jest pewne. Marzy mi się idealny świat, w którym nikt nie będzie niczego musiał deklarować, a ludzie nie będą wciskani do szuflad ze względu na swoją seksualność. Ale na takie czasy przyjdzie nam poczekać, tak samo jak na wyrównanie szans w poczuciu szczęścia wśród osób heteroseksualnych i tych, którzy mają inną orientację.

źródło: Ja, My, Oni Poradnik Psychologiczny Polityki 4/2019

#arkusz #asd #Asperger #autyzm #dzienniki #edukacja #emocje #grafomotoryka #historyjka #intelektualna #IPET #komunikacja #lekcja #manualne #metody #motoryka #mowa #niepełnosprawność #niepełnosprawnośćintelektualna #pedagog #percepcja #pisanie #program #przedszkole #rewalidacja #scenariusz #scenariusze #schemat #sensoryka #SI #sposoby #społeczne #szkoła #tematyczne #terapia #terapiaręki #umiejętności #umiejętnościspołeczne #uwaga #za #zabawa #zabawy #zajęcia #zajęciaterapeutyczne #ćwiczenia

Reklamy
Reklamy

Jedna myśl w temacie “Cień orientacji – co to jest stres mniejszościowy i jak rujnuje radość życia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.